Ile realnie trwa nauka do sprawdzianu
Sposób na to, żeby czas potrzebny przed sprawdzianem policzyć, zamiast go zgadywać — od pomiaru stoperem na jednym podrozdziale po rozpisane wieczory.
Większość planów nauki powstaje na wyczucie: „w środę usiądę i przerobię ten dział”. Taka ocena myli się zwykle w tę samą stronę — w rachunku wychodzi mniej czasu, niż nauka zajmuje naprawdę. Poniżej sposób, żeby tę liczbę policzyć, zamiast ją zgadywać.
Dlaczego zegar w głowie się myli
Kiedy szacujesz czas, wyobrażasz sobie przebieg idealny: siadasz, nikt nie przeszkadza, wszystko rozumiesz za pierwszym razem. Realne wieczory tak nie wyglądają, a im słabiej znasz materiał, tym większy błąd, bo nie wiesz jeszcze, co okaże się trudne.
Drugi powód jest subtelniejszy. Przeczytanie rozdziału zajmuje kilkanaście minut, więc tyle samo wydaje się kosztem nauczenia się go. Tymczasem czytanie to rozpoznawanie, a na sprawdzianie potrzebne jest odtwarzanie — i to ono pochłania resztę czasu. Tę pułapkę opisuje szerzej wpis o nauce w domu.
Zmierz własne tempo na jednym podrozdziale
Tempo różni się między osobami i przedmiotami, więc jedyna wiarygodna liczba to Twoja własna. Wystarczy zmierzyć ją raz.
- wybierz jeden podrozdział, którego jeszcze nie umiesz, i włącz stoper,
- ucz się go do chwili, gdy potrafisz odtworzyć całość z zamkniętym zeszytem,
- rozwiąż dwa zadania z tego zakresu i zatrzymaj stoper dopiero wtedy, gdy wyjdą poprawnie,
- zapisz wynik w minutach obok nazwy przedmiotu.
Powtórz pomiar na drugim podrozdziale i przyjmij dłuższy wynik. Krótszy zwykle znaczy, że trafił się łatwiejszy fragment.
Przelicz jeden podrozdział na cały dział
Dalej to zwykłe mnożenie. Jeśli pomiar wyszedł czterdzieści minut, a dział ma sześć podrozdziałów, pierwsze przerobienie materiału zajmie cztery godziny.
Do tego dolicz powtórki, bo bez nich część tej pracy przepadnie. Trzy krótkie powtórki po piętnaście minut dają czterdzieści pięć minut, czyli razem cztery godziny i czterdzieści pięć minut. To odpowiedź na pytanie „ile mi to zajmie?” — zwykle inna, niż podpowiadało wyczucie.
Planuj wstecz od daty sprawdzianu
Teraz liczysz od końca, nie od dzisiaj. Zapisz datę sprawdzianu, wykreśl dni, w których na pewno nie usiądziesz — trening, wyjazd, inna klasówka — i odejmij jeszcze ostatni wieczór, bo ten zostaje na powtórkę. Jeśli po takim odliczeniu zostaje dziewięć wieczorów, cztery godziny i czterdzieści pięć minut dają nieco ponad pół godziny dziennie.
Na zarezerwowany wieczór nie planuj nowego materiału — wracasz tylko do tego, co nadal sprawia trudność. Jeśli z podziału wychodzi więcej niż godzina dziennie, plan nie jest zły — po prostu zaczynasz za późno i trzeba usiąść dzisiaj.
Gdy został jeden wieczór
Jeden wieczór to za mało na cały dział, więc nie zaczynaj od pierwszej strony. Skończysz z opanowanym początkiem i nietkniętym końcem, a pytania rzadko trzymają się kolejności z podręcznika.
Wypisz zagadnienia z działu, zaznacz te, które najczęściej wracają w zadaniach i na lekcjach, i tylko nad nimi pracuj. Resztę odpuszczasz świadomie — to decyzja, a nie porażka. Nauki do drugiej w nocy nie doliczaj do wyniku: niewyspany zwykle tracisz rano więcej, niż zyskałeś wieczorem.
Co z tego zapamiętać
- Zmierz stoperem jeden podrozdział, zamiast szacować cały dział.
- Przemnóż wynik przez liczbę podrozdziałów i dolicz powtórki.
- Odliczaj dni wstecz od sprawdzianu, nie do przodu od dzisiaj.
- Ostatni wieczór rezerwuj na słabe punkty, nie na nowy materiał.
- Gdy zostaje jeden wieczór, wybieraj zagadnienia, zamiast czytać po kolei.